tel. 22 292 31 42; kom. 501 184 420instytut@cudownedziecko.plpn-pt 8-17

2-latki idą do szkoły

Post 21 of 310

Wczoraj pojawiła się w prasie (Do Rzeczy) i wiadomościach (Polsat News) szokująca informacja, że w Holandii 2-latki pójdą do szkoły, aby nauczyć się wyrażać siebie.

W Hadze placówka Van Ostadeschool jako pierwsza placówka w Holandii wprowadziła program kształcenia dwulatków.

Nauczyciele będą kłaść nacisk na naukę języka ojczystego, nauczą dzieci ubierać, myć się i usprawnią ich motorykę.”Przy tym nauczą się wyrażać siebie i podstaw liczenia” – tłumaczy Imke Bouts, nauczycielka z Van Ostadeschool.

Zastanawiam się, czy jest to przejaw nowoczesności i rozwoju społeczeństwa czy też konsekwencja lub próba niszczenia roli rodziny. Dlaczego Holendrzy uznali to za potrzebne i wartościowe rozwiązanie?

Czego 2-latek potrzebuje do rozwoju?

Do niedawna normą było wychowywanie dziecka do 3 roku życia w domu przez matkę.
Uważało się, że dziecko potrzebuje bliskości rodzica, który otoczy dziecko opieką i miłością.

W pierwszym roku życia najważniejszy jest rozwój motoryczny, w szczególności pełzanie, raczkowanie, aby rozwinąć równowagę i współpracę między dwoma półkulami, co przydaje się w następnie w samodzielnym chodzeniu z zachowaniem równowagi.

W drugim roku życia nadal ważny jest rozwój ruchowy i manualny, ale dziecko bardzo dynamicznie rozwija się intelektualnie dzięki temu, że poznaje świat. W tym czasie dziecko bardzo intensywnie się uczy, choć większość dorosłych nazywa to zabawą.

W psychologii dziecko osiąga wiek zabawowy, dopiero gdy zaczyna nadawać przedmiotom inne znaczenie, niż przedmioty te niosą. Na przykład, może lulać butelkę jakby była niemowlęciem, choć butelka nawet nie przypomina lalki.

W psychologii przyjmuje się, że dziecko wkracza w etap zabawy mając 3 lata.
Wtedy też zaczyna się rozwój społeczny. Dziecko wchodzi w relacje z rówieśnikami, choć następuje to powoli.

Wcześniej dzieci bawią się obok siebie, a nie ze sobą.
Z tego powodu do przedszkola wysyłało się dopiero 3-latki.
Wierzono, że nie tylko nie ma potrzeby wysyłać dzieci wcześniej do przedszkola, ale nie jest to dla nich korzystne.

Czego potrzebuje 2-latek do szczęścia?

Kiedy patrzę na 2-latka, wydaje mi się, że potrzebuje matczynego ciepła, uśmiechu, przytulania i głaskania. Potrzebuje cierpliwego słuchacza, który będzie go zachęcać do mówienia i będzie reagować na te trudne próby.

Taki maluch potrzebuje dużo nieograniczonego ruchu, ale też eksperymentalnego poznawania rzeczywistości.

Trudno mi uwierzyć, że jego marzeniem jest wstawanie rano z łóżka, aby w pośpiechu zjeść śniadanie i z plecakiem iść do rejonowej szkoły.

Skoro to nie dziecko potrzebuje szkoły, to kto potrzebuje, aby 2-latki spędzały czas w szkole? Czy są to pracujący, zabiegani rodzice, czy też Państwo i jego finanse?

W tym pospiechu i narzuconym rytmie życia umyka nam najważniejsze – uczenie się relacji z drugim człowiekiem.

Efekty nowoczesnego modelu wychowania

Na co dzień obserwuję nowoczesne duńskie społeczeństwo, w którym młodzi ludzie nie potrafią tworzyć relacji z drugim człowiekiem.

Młodzi ludzie przez większość czasu zapatrzeni są w telefony komórkowe. Czasem dojdzie do głosu potrzeba miłości i bliskości, ale kończy się zazwyczaj szybkim seksem i poczuciem pustki.

Ludzie nie znają i nie rozumieją siebie, ani innych. Większość, szczególnie dziewcząt, interesuje się psychologią, w której pokładają nadzieję, że uciszy ból i zagoi rany.

Młodzi zawiązują małżeństwa, bo tak robią inni, ale równie szybko się rozwodzą, bo nigdy nie nauczyli się budować relacji z drugim człowiekiem. Ich dzieci, podobnie jak kiedyś oni sami, nigdy nie będą obserwować budowania relacji przez rodziców.

Kiedy miałam dwa lata, z całą pewnością nie zdawałam sobie sprawy, że obserwuję swoich rodziców, to jak się do siebie odnoszą, jak ze sobą rozmawiają, jak sobie pomagają, ale także kłócą i rozwiązują problemy.

Nie zdawałam sobie sprawy, że próbuję budować moją pierwszą relację z moją mamą, z którą spędzałam całe dnie.

Myślę, że kiedy moja mama do mnie mówiła, śpiewała i opowiadała różne historie, kiedy zabierała mnie na spacery, czy karmiła albo kąpała, też nie zdawała sobie sprawy, że budujemy relację.

My po prostu spędzałyśmy ze sobą czas i byłyśmy sobie coraz bliższe.

Nie ma innego sposobu nauczenia się relacji jak obserwacja relacji innych i próba budowania własnej. Wspólne spędzanie czasu, patrzenie w oczy i komunikacja są absolutnie niezbędne.

Dom kontra szkoła

Dyrektor szkoły Van Ostadeschool w Hadze jest przekonany, że taka edukacja przyczyni się do tego, że dzieci będą w przyszłości pewniejsze siebie i lepiej przystosowane do życia w społeczeństwie.

Uważam, że ludzie są stabilni emocjonalnie i pewni siebie dzięki fundamentowi, jaki stanowi rodzina.

Może jednak nauczyciel w szkole może kochać nasze dziecko tak samo mocno jak my?

Przez kilka lat pracowałam jako nauczyciel w pierwszych klasach. Tylko na początku, przez pierwszy rok pracy, przywiązujemy się do dzieci, a nawet rodziców. Szybko rozumiemy, że przywiązujemy się bardziej, niż mali uczniowie i ich rodzice do nauczyciela. Uczymy się być zawodowcami i nie angażować – dla własnego dobra.

Może szkoła nauczy więcej niż rodzic?

Jako rodzic małego dziecka z trudem zarządzałam czasem – edukacją i rozwojem maluszka, a także domem i związanymi z nim obowiązkami.

Jako nauczyciel uważam, że uczenie grupy nawet kilkunastu dzieci, jest niezwykle trudne. Każde dziecko co innego umie, pracuje w innym tempie. Jedno nie wie, na której stronie ma otworzyć książkę, drugie z trzecim gada, czwarte dziobie piąte nożyczkami, a szóste płacze. Siódme potrzebuje do toalety, ósme jest głodne, a dziewiąte oblało się wodą… i tak dalej.

Bez pomocy rodziców nie udałoby mi się osiągnąć wyników, do których wspólnie doszliśmy. O wiele efektywniej przebiegało uczenie rodziców tego, jak i czego mają uczyć swoje dzieci w domu.

Wyobraź sobie lekarza lub adwokata, do którego przychodzi kilkunastu petentów i każdy ma inną sprawę i oczekują natychmiastowej pomocy. Tak się czuje nauczyciel. Ale od tak dawna funkcjonuje ten system, że nikt nie śmie go kwestionować.

Pokładam głęboką wiarę w rodzicach i właśnie z tego powodu szkolę rodziców, jak poprzez wczesną edukację prawidłowo wspierać rozwój młodego człowieka od urodzenia. O ile przed szkoleniami wszyscy pytają mnie, jak wybrać najlepsze przedszkole, to po szkoleniach rodzice wiedzą, że najwięcej mogą zaoferować dziecku oni sami. Wtedy zaczynają się martwić, jak wybrać przedszkole, które nie popsuje ich pociechy i pracy, którą włożyli w rozwój i edukację swojego maleństwa.

Dostarczanie stabilnych członków społeczeństwa

– Naszym obowiązkiem jest dostarczanie stabilnych, pewnych uczniów – twierdzi dyrektor szkoły Renald Gunsch.

Kiedy słyszę takie słowa, nie dziwi mnie, że współczesna szkoła odbierana jest jak fabryka produkująca członków społeczeństwa jak układy scalone. Wszyscy musimy być skrojeni na miarę i przewidywalni.

– Ale czego oczekujemy w społeczeństwie? Ktoś, kto ukończył studia doskonale posługuje się językiem, świetnie radzi sobie z matematyką, ale jak zachowuje się w społeczeństwie? Czy ktoś, kto zdobył wyłącznie takie umiejętności wie, jak się zachowywać? – pyta dalej dyrektor szkoły.

Dotychczas wierzyłam, że zdrowa rodzina jest w stanie przygotować człowieka do życia w społeczeństwie i że zrobi to najlepiej, …ale może jest jednak ważny powód tych zmian.

Idą zmiany

Od kiedy zamieszkałam w Danii, bardzo byłam ciekawa, jakie zmiany planuje się w duńskiej edukacji. Przygotowując pracę doktorską z pedagogiki, poznałam już najznakomitsze nazwiska polskiej myśli pedagogicznej i dorobek tychże pracowników naukowych. Zdziwiło mnie jak wiele miejsca poświęcali oni opisywaniu potrzeby zmiany systemu edukacji w Polsce. Miałam wrażenie, że nie podoba się im dosłownie nic. Chciałam więc poznać sytuację w Danii.

Bardzo mnie zaskoczyło, że ludzie są prawie zupełnie usatysfakcjonowani i raczej nie planuje się żadnych zmian. W trakcie blisko 10-letniego pobytu w Danii, wydłużono dzień pracy w szkole o jedną lekcję dziennie.

Ostatnio jednak usłyszałam w radio o planowanych zmianach.

Drugie dno

Dotychczas w Danii, podobnie jak w Polsce, funkcjonowała rejonizacja szkół. Dzieci chodziły do najbliższej szkoły rejonowej. Ma się to jednak zmienić. Prawdopodobnie specjalnie powołana instytucja rządowa będzie zajmować się przydzielaniem dzieci do różnych szkół, ale już nie do tej najbliższej.

Co za szok! Masz szkołę „pod nosem, ale musisz wozić dziecko na drugi koniec miasta, bo tak zadecydował urzędnik! Dlaczego?

Powodem są muzułmańscy imigranci. Zasiedlają oni tanie blokowiska. Tworzą w ten sposób getta. Z tego powodu niektóre szkoły są pełne muzułmańskich dzieci. Jakie mogą być tego konsekwencje?

Nie wiem, czego obawia się duński rząd, ale zdarzyło się kilka lat wcześniej, że w pewnej miejscowości była na tyle liczna społeczność muzułmańska, że ich przedstawiciele znaleźli się we władzach samorządowych i odwołali obchody Bożego Narodzenia w tym mieście. Wcześniej cały przeznaczony na ten cel fundusz wydali na swoje religijne święta.

Nieoficjalnie rodzice małych dzieci mówią, że poziom bardzo się obniżył. W niektórych szkołach dzieci w trzeciej klasie nadal uczą się dodawania do 20, jak w pierwszej klasie, a uczniom 6 klasy nauczyciel czyta lektury na lekcji, jak w przedszkolu czyta się bajki. Może wymieszanie dzieci usunie tak wielkie dysproporcje między szkołami i wyrówna poziom nauczania – przypuszcza się, że zostanie on obniżony, aby najsłabsze dzieci też dawały sobie radę.

Wydaje się więc, że dla dobra społeczeństwa dzieci będą mieszane. Część muzułmańskich dzieci zostanie przeniesiona do szkół w obszarach, gdzie mieszkają głównie biali Duńczycy, a duńskie białe dzieci protestantów trafią do szkół w dzielnicach muzułmańskich.

Wyobrażam sobie, ile emocji wywołałby u polskiego rodzica przydział jego dziecka do szkoły w muzułmańskiej dzielnicy. Ale część Duńczyków pragnie zintegrować imigrantów i być może dla ogólnie pojętego dobra społecznego zaakceptują taką decyzję.

Zastanawia mnie jednak, na ile holenderskie innowacje wynikają z tych samych problemów, które dostrzegli Duńczycy.

A może jednak edukacja domowa?

W obliczu takich zmian, część rodziców szuka własnej ścieżki. W Polsce w ostatnich latach stworzono wiele szkół demokratycznych. Niestety wielu rodziców jest w efekcie rozczarowanych.

Mimo iż ta próba znalezienia innej ścieżki edukacji nie w pełni się powiodła, to myślę, że pokazała nastroje społeczne.

Każda akcja rodzi reakcję. Kiedyś narzekaliśmy na żywność. Teraz nie emocjonujemy się tym, jak wiele chemii jest w żywności, ale podejmujemy intensywne działania, aby żywić się zdrowo. Wiele osób korzysta z rad dietetyków, choć wydawało się, że każdy głupi potrafi jeść. Tymczasem nie chodzi o jedzenie, tylko o odżywianie.

Podobnie może być z edukacją dzieci. Choć każdy głupi potrafi zrobić dziecko, to zaczynamy korzystać z porad fachowców, jak prawidłowo dzieci rozwijać i edukować, bo wierzymy, że zrobimy to najlepiej, bo najbardziej kochamy nasze dzieci.

Naukę czytania i matematyki faktycznie można rozpocząć już w bardzo młodym wieku. Można uczyć 2-latki, ale także noworodki. Ale takie maluszki najwspanialej rozwijają się w kontakcie z jedną osobą dorosłą – swoim rodzicem

Warto też wiedzieć, że najmłodsi dysponują zdolnościami, tak językowymi jak i matematycznymi, czy słuchem absolutnym. Metody szkolne wykorzystują logikę, przy tym ją bardzo rozwijając. Niestety rozwój logiki ma druzgocący wpływ na zdolności – przyspiesza ich zanik.

Skoro nie spotkamy się na zajęciach Uniwersytetu Rodziców, to nie będę mogła Ci pokazać, jak wiele błędów popełniają autorzy filmów i instrukcji dostępnych w Internecie. I czasami może Ci się wydawać, że przyjście na moje szkolenie jest niełatwe, ale nie myśl o tym przy okazji, jak bardzo skutecznie możesz zacząć uczyć i rozwijać swoje dziecko, ile możesz więcej zrobić i ile więcej satysfakcji mieć ze swojej pracy.

Wczesna edukacja dla rozwoju

Możesz poznać i przetestować Czytanie dla rozwojuzanim weźmiesz udział w szkoleniach, dzięki dwóm najpopularniejszym produktom.

Naucz czytać 9 książek w 9 tygodni

przy pomocy zestawu, który zawiera 162 karty do nauki czytania wyrazów i zdań, 9 książek oraz 66 gier. Możesz rozpocząć naukę z niemowlęciem, przedszkolakiem, albo małym uczniem.

Przeczytaj jedyną publikację naukową

o wczesnej edukacji i rozwoju, aby przekonać się, jaki potencjał ma Twoje dziecko i jak czytanie może zapobiegać dysleksji, usprawniać funkcjonowanie mózgu, rozwijać kreatywność, pamięć i wyobraźnię oraz pomnażać inteligencję.

Poznaj naszą pełną ofertę produktów dla dzieci i szkoleń dla rodziców, klikając na zakładkę OFERTA w menu głównym na górze strony.

, , , , , ,

This article was written by dr Aneta Czerska

Menu