Aktualności

Sklerodermia, inaczej twardzina – jak leczyć, kiedy medycyna nie może pomóc

Niektóre doświadczenia życiowe wydają się nas powalać na kolana, ale życie się zmienia, kiedy się z tych kolan podniesiemy.

Sklerodermia, inaczej twardzina – jak leczyć, kiedy medycyna nie może pomóc

Jak leczyć sklerodermię, inaczej twardzinę u dziecka, szukałam kilkanaście lat temu, ale oczy zachodziły mi łzami. Płakałam przez dwie doby, ale dziś badania na przeciwciała przeciwjądrowe są dowodem zwycięstwa, choć lekarz nie potrafi tego wytłumaczyć. Dla mnie sklerodermia jest chorobą uleczalną, bo znam dwie osoby, które zwyciężyły twardzinę. Obie osoby obrały ostatecznie tą samą drogę postępowania: wiarę i dietę, a gdyż leki ani lekarze nie potrafili pomóc.

Sklerodermia Twardzina Jak Leczyć Kiedy Medycyna Nie Może Pomóc Wiara i Dieta

Sklerodermia jest chorobą układu autoimmunologicznego. Częściej jest diagnozowana u kobiet niż u mężczyzn. Dla wielu kobiet oznacza powolną śmierć, której bólu nie chcę sobie wyobrażać. Dziecięca odmiana jest mniej groźna dla życia, ale zostawia szpecące blizny.

Leczenie twardziny i rokowania

W szpitalu, na oddziale dermatologicznym, obserwowałam dzieci, u których zdiagnozowano sklerodermię, inaczej zwaną twardziną. Wszystkie dzieci codziennie dostawały zastrzyki z penicyliny. Nie widziałam natomiast dziecka, które by po tej kuracji wyzdrowiało. Widziałam natomiast jak choroba postępuje. Rodzice czują potworny ból, ale i niezmierzoną bezsilność.

Część z nich się załamuje i przez lata uczy się akceptacji. Inni natomiast postanawiają walczyć i chwytają się każdego sposobu: modlitwy, homeopatii, akupunktury, bioenergoterapii, refleksologii, diety, medycyny chińskiej, wróżb, ziołolecznictwa, samokontroli umysłu, medytacji, biocybernetyki, biorezonansu, odrobaczania, oczyszczania, zabiegów medycznych nowej generacji…

Jedne z tych sposobów przynoszą korzyści, inne są neutralne, ale są i takie, które oddalają nas od celu. Nie mamy prawa osądzać tych, którzy w rozpaczy po omacku szukają rozwiązania. Czasami trzeba spróbować wszystkiego, aby z powrotem zacząć od początku.

Wiara i nadzieja w walce z twardziną

Wiele lat temu obiecałam Bogu, że kiedy wygramy, napiszę o tym, aby poinformować innych rodziców, że z twardzina jest uleczalna i dać im nadzieję i wiarę.

Niedługo potem spotkałam lekarkę, która opowiedziała mi o swojej koleżance ze studiów medycznych w Warszawie. Jako studentka walczyła ze sklerodermią, ale choroba postępowała nieubłaganie naprzód. Jej blizna na twarzy powiększała się, aż objęła niemal pół twarzy – od lewego oka do ust. Powiedziała mi także, że dziewczyna ta zwyciężyła i pokonała chorobę. Blizna cofnęła się, choć wydawało się to niemożliwe.

W tym czasie tak bardzo potrzebowałam wiary, że choroba ta nie jest śmiertelna, a jest uleczalna. Powtarzałam sobie nieustannie, że wystarczy znaleźć jeden przypadek wyzdrowienia, a wtedy nie można takiej choroby nazwać nieuleczalną.

Nie rozumiałam wtedy, że Bóg odpowiedział na moje błagania. Zarówno ja, jak i lekarka, którą poznałam, znalazłyśmy się w tym miejscu i czasie zupełnie nieoczekiwanie, choć nie można powiedzieć, że przypadkiem. Lekarkę koleżanka poprosiła o zastępstwo. Nigdy później już się nie spotkałyśmy.

Postanowiłam znaleźć tą uleczoną kobietę. Jako lekarz prowadziła praktykę prywatną pod Warszawą. Zadzwoniłam, ale odebrała jej matka. Kiedy usłyszała, co mnie sprowadza, opowiedziała mi całą historię życia swojej córki.

Jako noworodek dziewczynka bardzo ciężko zachorowała i mogła umrzeć – ale matka poszła na Drogę Krzyżową. Tym ocaliła dziecko.

Kiedy dziewczyna, jako studentka, zachorowała na sklerodermię, matka opowiedziała jej historię o jej ciężkiej chorobie z dzieciństwa, z której wyratowała ją żarliwa modlitwa matki. Dziewczyna zrobiła to samo co matka – poszła na Drogę Krzyżową.

Kiedy weszłam do jej gabinetu, natychmiast zaczęłam szukać blizny na jej twarzy, o której opowiadała mi jej koleżanka ze studiów. Z trudem odnalazłam niewielki obszar pod okiem, gdzie skóra była zmieniona.

Kobieta zrugała mnie niemal na wstępie, że na łańcuszku miałam zawieszony znak zodiaku. Przez to wydała mi się dziwna. Jej katolicka gorliwość przeraziła mnie.

Wśród nielicznych wskazówek dała jedną radę, aby nigdy nie pić mleka i nie jeść żadnych produktów, które zawierają mleko lub jego pochodne. Ma to znaczenie nawet po wielu latach od zwycięstwa nad chorobą.

Wtedy tak głęboka wiara, która mogłaby uzdrowić, wydawała mi się mrzonką.  Cuda zdarzały się w czasach Jezusa.

Dziś wiem, że cudowne uzdrowienia mogą być naszym doświadczeniem. Potwierdziły to wyniki badań na przeciwciała przeciwjądrowe.

Poznałam też innych ludzi, którzy nie tylko doświadczają uzdrowień, ale także modlą się za innych, a Ci doświadczają uzdrowień.

Z perspektywy kilkunastu lat poszukiwań, uważam, że najbardziej skuteczna jest wiara, modlitwa do Ducha Świętego i dieta, na którą też naprowadził mnie Bóg.

Jeśli chcesz, abym pomodliła się za Ciebie lub za Twoje dziecko, zadzwoń lub napisz.

Jak leczyć sklerodermię czyli twardzinę?

Dla medycyny akademickiej sklerodermia jest chorobą chroniczną i nie ma na nią lekarstwa. Lekarka powiedziała nawet, że twardzina jest choroba zbyt rzadką i dlatego nie prowadzi się badań i nie szuka sposobów walki z chorobą, na taką skalę, jak w przypadku raka. W przypadku powszechnej choroby, badania nad lekiem będą nagrodzone sukcesem finansowym, związanym z zakupem leku przez duży odsetek populacji. Ale inaczej jest w przypadku sklerodermii.

Dla mnie sklerodermia jest wyleczalna. Potwierdziły to wyniki badania na przeciwciała przeciwjądrowe. Lekarz nie potrafił wyjaśnić tego zjawiska, dlatego uważam, że doświadczyłam łaski.

Dostałam łaskę, błogosławieństwo, bo ostatecznie twardzina zmieniła życie moje i mojej rodziny – na lepsze, choć zaczęło się od rozpaczy i przepłakanych dwóch dni. Po kilkunastu latach chyba już potrafię być wdzięczna za to jedno z najtrudniejszych doświadczeń życiowych.

Polecane szkolenie

Dieta i terapie naturalne